16 rzeczy, których dowiedziałem się o sobie podczas pobytu w Tajlandii.

Ten tekst jest nieco osobisty i trochę chaotyczny. Kilka dni temu siedząc w jednej z Sopockich kafejek spisałem listę rzeczy, których dowiedziałem się o sobie podczas mojego 5 tygodniowego pobytu w Tajlandii. Jedne mogą śmieszyć, niektóre mogą wydać się niepoważne, inne zaś osobiste. Z założenia tekst nie miał być głęboki i pouczający. Raczej coś, co pisałem sam dla siebie. Niestety nie dałem rady napisać przewodnika po Tajlandii. Tajlandii, która nauczyła mnie wiele. Tajlandii, której nie zapomnę do końca życia.

Fajnie by było, gdyby inni podróżnicy podzielili się tym, czego nauczyli się podczas samotnych wypraw. Zarówno tych dalekich jak i bliskich. Nie krępujcie się napisać krótkiego komentarza 😉

  1. Czytam książki jak opętany.

Zdałem sobie sprawę, e nie jestem w stanie odłożyć książki gdy już ją zacznę. Gdy byłem młodszy, moim priorytetem były imprezy, sporty i poznawanie nowych ludzi. Czytałem na plaży, w autobusie, w hotelu. Może to też być zasługa wysokiej jakości zabranych książek 😉 Stephenson, Follet… Magia!

  1. Nie mogę już pić tak jak kiedyś.Alkohol w Tajlandii

Sytuacja jest bardziej skomplikowana niż myślałem. Jest to pewnego rodzaju problem, bo jak każdemu, zdarza mi się przesadzić. Kac jest wtedy nie z tej ziemi. Z drugiej strony, zdaje sobie sprawę z niższej tolerancji na alkohol i staram się go unikać. Życie w trzeźwości nie jest wcale takie złe. Za młodu dawałem czadu na najdzikszych imprezach. Teraz równie dobrze bawię się czytając książkę powoli sącząc browarka. Starzeje się.

  1. Stres pozytywnie wpływa na moja pracę.

Potrzebowałem lecieć na drugi koniec świata by zdać sobie z tego sprawę. Jak podróżnik, bloger, freelancer nie potrafię pracować bez wyznaczonych ram czasowych. Ciśnienie wychodzi mi na dobre. Jeśli artykuł ma być gotowy za dwie godziny – na pewno będzie. Jeśli mam na jego napisanie ”tyle czasu ile potrzebuje”…zazwyczaj jest tak jak z przewodnikiem po Tajlandii – nie powstaje nigdy.

  1. Nie jestem typem plażowicza.

Rafting w TajlandiiMoże to zabrzmieć dziwnie od kogoś, kto właśnie spędził 5 tygodni w Tajlandii, ale doszedłem do wniosku, że plaża nie jest moim ulubionym miejscem. Oczywiście lubię wodę, sporty wodne, kite surfing, żeglarstwo, nurkowanie…ale leżenie na plaży to nie moja dziedzina. W Tajlandii jest tyle ciekawych rzeczy do robienia, że leżenie cały dzień na plaży nie wchodzi w rachubę. Poza tym, z powodu jasnej karnacji szybko dostaję poparzenia słonecznego 🙁

  1. Moja Facebook’owa obsesja zdaje się być kliniczna.

Wiem, że mam z tym problem. Problem polega na tym, że zaczynam więcej uwagi poświęcać robieniu idealnych fotek i sprawdzaniu ile mam polubień, niż samemu zwiedzaniu czy zwykłemu cieszeniu się widokiem / chwilą. Pamiętam jak po dopłynięciu do Phi Phi okazało się, że podczas zachodu słońca jest odpływ i plaża wcale nie wygląda tak bajecznie jak na filmie z Dicaprio. Urosło to do rangi dramatu. Pracuję nad tym…ale nie jest łatwo.

  1. Jestem odporny na ostre jedzenie.

Już od dawna o tym wiedziałem, lecz Tajlandia to był prawdziwy test. Z całą pewnością uwielbiam ostre jedzenie.

  1. Wolę jak jest za gorąco niż za zimno.

Klimatyzacja w Azji to podstawa. Jak we wszystkim, tak i z klimatyzacją trzeba zachować umiar. Nastawianie 19 stopni gdy na dworze jest 35 może zabić. Nie lubię, gdy w nocy muszę ubierać bluzę żeby nie marznąć. W niektórych hotelach przesadzają z klimą.

  1. Koniki polne nie są smaczne.

Tak, jadłem koniki, żuki i inne larwy. Nie są smaczne, Spróbować trzeba, ale wierzcie mi, nie ma rewelacji.

  1. Mogę się opalić.

Wiedziałem to od jakiegoś czasu, że pomimo jasnej karnacji mogę się opalić. I to mimo kremu z filtrem 50!

  1. Hotel raczej nie Hostel.

Nie chodzi o to, że nie lubię już hosteli. Nadal lubię, bo zawsze spotyka się tam ciekawych ludzi co nieodłącznie wiąże się ze spożywaniem znacznych ilości alkoholu oraz imprezami. Teraz, gdy imprezy nie są już priorytetem i coraz częściej potrzebuje chwili spokoju, Hotel wydaje się lepszą opcją. Poza tym, w hostelach nie ma wanny…

  1. Na naukę nigdy nie jest z późno.

40-sto letni facet uczący się masażu może wydać się dziwny…ale co mi tam. W Chiang Mai jest świetna szkoła masażu przy więzieniu dla kobiet. Zawsze chciałem się nauczyć. Myślałem też o jodze, ale chyba sobie daruję…

  1. Wiek to tylko liczba.

No właśnie, Wiek to jest tylko liczba do momentu gdy znajdziesz się na imprezie z bandą 20-sto latków, którzy wypijają takie ilości, że od samego patrzenia zaczyna wirować świat…a na drugi dzień nie mają kaca. Wtedy dociera do człowieka, że wiek robi swoje a kac trwa tyle godzin ile było urodzin 😉

  1. Podróżowanie z innymi blogerami jest fajne.Tajlandia - Praca w terenie

Podróżując z kolegami i koleżankami blogerami sprawia, że człowiek nie czuje się tak wyobcowany. Nikogo nie dziwi, że robię fotki które zaraz publikuje, ze odpowiadam na komentarze, że piszę teksty do blogów. Nie dziwi, bo oni robią dokładnie to samo. Dodatkowo zawsze można poznać parę nowych patentów na usprawnienie pracy.

  1. Nadal popełniam błędy.

Zgubienie butów w świątyni czy skutera na mieście może przydarzyć się każdemu. Ale pomylenie lotnisk to już przesada. Bez względu na to jakie mam doświadczenie w podróżowaniu wpadki mniejsze lub większe ciągle się zdarzają.

  1. Lubię rozmawiać z nieznajomymi.Tanie podróżowanie po Tajlandii

To jest chyba najfajniejsza rzecz w całym tym tułaniu sie po świecie. Ciekawych ludzi można spotkać wszędzie. Na lotnisku, w barze, na statku… Oczywiście, gdy nie mam ochoty na rozmowę, to nie mam. Ale kiedy się przemogę i zadam sobie trud nawiązania kontaktu – zawsze jestem z siebie zadowolony. Nie tylko z siebie, bo nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek żałował rozmowy z przypadkowa osoba.

  1. Nie lubię przepłacać.

Jeśli mogę mieć coś taniej, to wolę. 15 Dolarów za badziewiaste śniadanie w barze na lotnisku – nie dziękuję. Nie lubię tez być oszukiwany ani naciągany przez taksówkarzy, barmanów czy sklepikarzy. Szybko liczę i zawsze się targuję.  Na bilet do Bangkoku polowałem kilka miesięcy lecz było warto. 1595 zł w dwie strony to chyba nie za wiele…

 

Komentarze

Ula

20 marca 2017 o godz.23:12

Tajlandia w grudniu jest cudowna. Szczególnie jak się dostanie tanie bilety.

Skomentuj Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany